Magdalena Modlibowska

„Odnalezieni. Prawdziwe historie adoptowanych” Anny Kamińskiej (Wydawnictwo Literackie, 2016) to obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy choćby pomyśleli o adopcji, chcą zrozumieć jej głębię, to, co niosą w sobie na zawsze ludzie doświadczający adopcyjnych narodzin, nawet w najwspanialszej rodzinie pełnej miłości i bliskości, to, co jest niezależne ani od dziecka, które było adoptowane, ani od rodziców, którzy adoptują.

Za mało mówi i pisze się o tej książce w kręgach adopcyjnych – to duży błąd, który właśnie staramy się naprawić.

Wiek. „Moi rodzice byli dużo starsi od rodziców moich rówieśników z klasy. Wstydziłam się tego”. To stwierdzenie przewija się w większości historii. Pokazuje, jak ważne jest uchwycenie perspektywy dziecka w momencie adopcji. O to właśnie zabiegają, a właściwie powinni zabiegać pracownicy ośrodków. Doskonale rozumiem rozczarowanie kandydatów na rodziców, ich bunt przeciwko granicy wieku. Sama byłam kandydatką, na szczęście szybko trafiłam do ośrodka, bo jeszcze przed trzydziestymi urodzinami. Ale wiem też, że było we mnie dużo złości w imieniu starszych kandydatów czy osób, które trafiły do fundacji. Jednak dopiero opowieści Odnalezionych pokazały mi, co może czuć dziecko. Ja zrozumiałam to w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że kiedy mój najmłodszy syn będzie kończył podstawówkę, ja będę już grubo po pięćdziesiątce. Zastanawiałam się wtedy, jak będę wyglądać, i podjęłam decyzję, że zdrowie, które pozwoli mi zachować młodzieńczy wygląd, będzie moim priorytetem. Cieszę się, że dzięki lekturze tych opowieści dane mi było poznać spojrzenie dziecka na wiek swoich rodziców. Polecam zejść na ten poziom.

Rola dziadków. Niemal w każdej historii pojawia się bardzo silny wątek dziadków. Większość adopcyjnych rodziców korzystała z pomocy swoich rodziców, z różnych przyczyn: brak czasu, niemożność pogodzenia się ze swoją rola rodzica adopcyjnego. Ale we wszystkich tych wypadkach dziadkowie okazywali się cudownym lekiem na całe zło. Dawali bezwarunkową akceptację i poczucie przynależności do rodziny.

Wsparcie. Emocje towarzyszące chwili, w której w sądzie lub z innych źródeł otrzymuje się informacje o biologicznych rodzicach czy rodzeństwie, są bardzo silne. Warto wtedy mieć wsparcie w kimś stabilnym emocjonalnie, otwartym na różne reakcje, kto nie będzie oceniał i udzielał rad. Na popularnej skali stresu wg Holmesa i Rahe’a wysoko punktowana jest utrata bliskiej osoby, ale być może w tym samym miejscu powinno się znaleźć „odnalezienie swoich korzeni”?

Więź z rodzeństwem. Silna, wręcz podświadoma. Dzieci przeczuwają, że rodzeństwo gdzieś jest, nawet jeśli nie zdają sobie sprawy z adopcji. Często chęć odnalezienia korzeni sprowadza się wyłącznie do odnalezienia rodzeństwa. Nie ma potrzeby szukania rodziców czy budowania z nimi relacji – zwłaszcza jeśli byli niewydolni wychowawczo.

Pragnienie poszukiwania korzeni nie zależy od tego, jak dana osoba czuła się w rodzinie adopcyjnej. Jedynacy, którym niczego nie brakowało, którzy mieli doskonale relacje z rodzicami adopcyjnym, chcą odnaleźć swe korzenie tak samo jak osoby, które nie dostały ciepła czy miłości. To w pewnym sensie pierwotne uczucie wynikające z poczucia, a może przeczucia, że jest się innym. Takie sformułowania często powtarzają się w historiach przywoływanych przez Annę Kamińską. Czułam się inna, czułem się inaczej traktowany. Nie można również nie wspomnieć o bardzo silnym wątku odrębności fizycznej. Dotyczy to zwłaszcza osób, które we wczesnym dzieciństwie słyszały, jak bardzo są podobne do swoich rodziców, a potem, w okresie dojrzewania, zmieniał się ich wygląd fizyczny i dostrzegały, że jest coraz więcej różnic.

W niektórych historiach wspomina się o braku tego szczególnego powiązania z matką adopcyjną. Tak jakby wszystko było w porządku, ale nie zbudowała się ta cieniutka, magiczna wręcz nić więzi matki z córką (zauważyłam to przede wszystkim w historiach kobiet). Tak jakby matki nie potrafiły wzbić się ponad te stracone dziewięć miesięcy ciąży. Czy to oznacza, że kluczowe i niezwykle potrzebne jest dogłębne, uważne przeżycie straty i żałoby po rodzicielstwie biologicznym? Że bez przejścia przez mentalną stratę nienarodzonego dziecka nie potrafimy wziąć na siebie roli matki adopcyjnej? Moim zdaniem tak – opowieści Odnalezionych są dowodem na to, że przepracowanie tej żałoby jest warunkiem koniecznym do przyjęcia w pełni dziecka adoptowanego.