Kolorowa okładka sugeruje baśniową opowieść o przyjaciołach, dzieciach, które – choć tak różne – doskonale się rozumieją i mają mnóstwo przygód. Nie dajcie się zwieść – lektura tej książki nie będzie przyjemnością, słodkim powrotem do dzieciństwa, lat beztroski i radości.

Dziesięciolatkowie zamieszkujący karty powieści Gillesa Parisa to dzieci boleśnie doświadczone przez los. Każde z nich to osobny wszechświat ze swoją historią i gorzką przeszłością.

Dom opieki Fontaines poznajemy, gdy trafia tam główny bohater, Ikar zwany przez wszystkich Cukinią. Szczęśliwie jest to miejsce, w którym można poczuć się bezpiecznie. Owszem, zdarzają się problemy, czasem trzeba użyć podstępu, żeby prawda wyszła na jaw, ale opiekunowie są serdeczni i troskliwi, jest tam miejsce na przyjaźń, a nawet – miłość.

Powieść, mimo swego nieco baśniowego klimatu, w gruncie rzeczy nie pozostawia złudzeń – komuś może się poszczęścić, ale większość dzieci radzi sobie na swój sposób z doświadczeniami zbyt bolesnymi, by móc o nich zapomnieć. Hipochondryk Jujuba zajada stres i poczucie opuszczenia, Alice boi się bliskości i chowa buzię za zasłoną długich włosów, a Ahmed siusia do łóżka. Czy jest dla nich ratunek? Czytelnik nie dostaje łatwych odpowiedzi – z jednej strony dzieci powolutku przekraczają swoje lęki, ale z drugiej – psycholożka Colette nie potrafi im pomóc, jest bezradna i przykłada do wszystkich podobną miarę, nie wsłuchując się w prawdziwe opowieści swych podopiecznych.

„Dorosłym zawsze się wydaje, że wszystko wiedzą” – mówi Cukinia. Okazuje się jednak, że wiedzą niewiele o świecie, a jeszcze mniej – o dzieciach. Dzieci z kolei, pozornie przedwcześnie dojrzałe, tak naprawdę wciąż pozostały dziećmi i sprawy dorosłych, w których musiały brać udział, tłumaczą na swój sposób, naiwny i wzruszający.

Pewne rzeczy trudno zaakceptować i zrozumieć. Camille, przyjaciółka Cukinii, w pewnym momencie mówi: „Rodzice mogą się bić ze sobą albo przywiązywać nas do kaloryfera, albo siedzieć w więzieniu, albo pić czy coś jeszcze gorszego, ale jeśli jesteśmy u siebie i to są nasi rodzice, to i tak zawsze będzie nam lepiej niż w Fontaines”. Dla rodziców adopcyjnych, zastępczych, osób, które zdążyły poznać mechanizmy przywiązania i budowania bliskości nie jest to nowość, a jednak nawet wówczas w głowie kołacze się myśl – dlaczego? Rzadko zdarza się książka, która próbuje udzielić odpowiedzi na to pytanie, jeszcze rzadziej taka, która z pełną świadomością oddaje głos dziecku, głos prawdopodobny psychologicznie i mocny.

Komentarz Magdaleny Modlibowskiej

Oglądałam film z córką. Przeczytałam książkę. Na pewno są to potrzebne pozycje w kontekście odczarowywanie adopcji. Sama adopcja jest w książce wspomniana, choć nie wiem, czy możliwa do przeprowadzenia zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami. Jest to książka, która w łatwy, zrozumiały nawet dla najmłodszego czytelnika porusza tematy opuszczenia i trudnego dzieciństwa. Trzeba mieć jednak świadomość, że fabuła przedstawia wiele spraw w dużym uproszczeniu. Uważam zresztą, że nie jest to pozycja, którą może przeczytać każdy, nie mając chociażby podstawowej wiedzy o traumie opuszczenia, która dotyka Cukinię i jego przyjaciół z Fontaines. Warto też znać przynajmniej podstawy w zakresie tworzenia sie więzi i stylów przywiązania. Każde z dzieci-bohaterów książki czekają w tym obszarze ogromne wyzwania, a taka wiedza pozwoli czytelnikom lepiej je zrozumieć.

Gilles Paris, „Nazywam się Cukinia”
Warszawa 2017
Świat Książki