Bliska naszemu sercu Fundacja Gajusz​, poprosiła naszą Magdalenę o kilka słów ze swojej historii do cudownego Kwartalnika z okazji Dnia Matki. To dla nas zaszczyt, że pojawiła się w nim „Matka bez przymiotnika”, przeczytajcie i nie zapomnijcie polubić na FB Fundacji Po Adopcji i Fundacji Gajusz.

Patrzyłam na niego oczami wypełnionymi po brzegi miłością. Miał wszystko: urodę, mądrość, opiekuńczość, wrażliwość, a przy tym był po prostu zabójczo przystojny. Tak, to z nim zapragnęłam mieć dzieci.

– Myślałem o trójce – odpowiedział, gdy pewnego razu zapytałam wprost.

– Ja bardziej myślałam o czwórce dzieci, ale trójka też będzie fajnie – czułam, że moje wielkie pragnienie bycia mamą stoi u progu realizacji.

To były nasze pierwsze rozmowy o planowaniu rodziny, podobne jak u wielu par. Jednak ciąg dalszy, już po ślubie, doświadczył nasze rodzicielstwo bardziej niż przeciętną parę. Dopiero po siedmiu latach małżeństwa pierwszy raz wzięłam w ramiona moją córkę. Była maleńka, za to jej oczy to bezkresny ocean. Miała wtedy dwa miesiące, a ja byłam w jej krótkim życiu już drugą mamą. Zalała mnie radość, duma i fala miłości do swojego dziecka. Utonęłam w jej pięknych oczach tak bardzo, że nie zauważyłam nawet pierwszych lat spędzonych w szpitalu na ratowaniu jej zdrowia.

Potem przyszło pytanie od córki:

– Skąd wiesz, że jesteś moją prawdziwą mamą? – zaskoczyła mnie kiedyś w przedszkolu.

– Bo Ty jesteś moją prawdziwą córką! – odpowiedź sama wypłynęła z moich ust.

Wtedy ukonstytuowało się moje bycie jej matką. I przyszedł czas, gdy marzenie o dużej rodzinie znów zapukało do mojego serca. Rozpoczęliśmy kolejne starania. Długa to była droga… Z kwalifikacją na matkę dla drugiego dziecka czekałam ponad trzy lata. Drobna, delikatna i jakby nieobecna duchem dziewczynka miała więcej niż 2 lata. Patrzyła na mnie ze spokojem, gdy pierwszy raz, tonąc we łzach szczęścia, wzięłam jej maleńką rączkę w swoją dłoń i wyszeptałam: „Znalazłam Cię córeczko, to ja, Twoja mama”. Znałam już rolę drugiej matki, wiedziałam, że nie jest ani lepsza, ani gorsza. Po prostu moje córki trafiały do mnie w drugiej kolejności. Ale za każdym razem przynosiły ze sobą kolejną porcję spełnionego marzenia. Matkowanie dla dzieci okaleczonych doświadczeniami z początków ich dzieciństwa jest trudne. Bezlitośnie rani i często przytłacza poczuciem bezradności. Ale to jest fragment każdego macierzyństwa, które nie jest zwyczajne. A moje zwyczajne nie jest. Jest wyjątkowe.

Minęło kilka lat, gdy zbieg okoliczności sprawił, że zrobiłam test ciążowy. Pierwszy raz zobaczyłam dwie różowe kreski. To była szczęśliwa wiadomość, ale tak bardzo nierealna, że do dnia porodu miałam wątpliwości, czy ciąża jest prawdziwa. Od zawsze chciałam mieć dużo dzieci. Ale przecież moim przeznaczeniem jest bycie drugą matką. Jak nagle stać się pierwszą?

Zostałam nią ciepłego jesiennego poranka, gdy na świat przyszedł syn. Taka kropka nad i w naszej żeńskiej dziecięcej drużynie. Wraz z nim pojawiły się rzeczy, których nie znałam jako druga matka. Jak się goi pępek? Jak karmi się piersią? Pojawiły sie też rozmowy z moimi córkami o ich pierwszych mamach. Wiem, że one są częścią moich dzieci. Ale nie muszę z nimi konkurować. Bo miłość nie potrzebuje przymiotników „druga”, „pierwsza”, „prawdziwa”, „adoptowana”, „rodzona”. Miłość jest czysta i możliwa między każdą matką i każdym dzieckiem.

Dzisiaj jako doświadczona mama, która jest „drugą” i „pierwszą” z pełnym szacunkiem mówię: „Dziękuję Wam pierwsze matki moich córek za ten wspaniały dar i to, czego doświadczam dzięki Wam”.