Książka Terezy Boučkovej „Rok koguta” to książka, obok której nie można przejść obojętnie. Choć rodzice adopcyjni spostrzegają w niej przede wszystkim wątek trudności rodzicielskich (o czym w swej recenzji pisze Magdalena Modlibowska), powieść nie omija również problemu depresji czy niemocy twórczej.

Trudna adopcja. Ileż razy walczyłam z tym określeniem! Ale chyba właśnie ono oddaje najlepiej to, co opisuje Tereza Boučková w książce „Rok koguta”. To dziennik, w którym krok po kroku poznajemy historię małżeństwa wychowującego dwóch synów – wszystko to w długiej perspektywie czasowej, co pozwala czytelnikowi lepiej zrozumieć i wczuć się w życie całego systemu rodzinnego.

Przyznam, że z jednej strony obawiam się, że może to być odebrane jako straszenie przed adopcją. Jednak z drugiej strony cieszę się, że powstał tekst, który tak rzetelnie, dokładnie pokazuje jedną z największych trudności adopcyjnych, jaka może się pojawić. Oczywiście dzięki rozwojowi psychologii wiemy już, że to, co dzieje się w pierwszym okresie rozwoju dziecka, z uwzględnieniem okresu płodowego, ma kolosalne znaczenie dla jego dalszego życia. Trauma porzucenia, FAS, zaburzenia więzi. Ale wiedzieć a zderzać się na co dzień z wyzwaniami w rodzinie, w której wychowywane jest dziecko z takim doświadczeniami, to zupełnie co innego. Sytuacje opisane w książce to niejako skrajność tego, co może się dziać w rodzinie adopcyjnej, skrajność wobec tego, co powszechnie promowane – sielski obraz rodziny, w której miłość do dziecka ulecza wszystkie jego trudności. Nie ulecza i z całą stanowczością podkreślam, że warto, trzeba korzystać z pomocy psychologów. A samemu jako rodzic starać się zdobywać jak największą wiedzę o tym, co to znaczy przeżyć opuszczenie przez matkę biologiczną, poszukiwanie tożsamości, bo to nierozerwalnie wiąże się z życiem adoptowanych dzieci. I nie powiem tu niczego odkrywczego – skrajności rzadko pojawiają się w rzeczywistości, ale ich świadomość pozwala lepiej poruszać się w obszarze pomiędzy skrajnościami. Czyli w codzienności większości rodzin adopcyjnych.

„Można mieć setkę świetnych, bezproblemowych dzieci, ale wystarczy jedno trudne, niechętne (albo niezdolne) do poprawy czy jakiejkolwiek zmiany, a życie rodzinne zmienia się w koszmar”.

Dzięki doświadczeniu mogę spokojnie powiedzieć, że nie ma reguły i jedna adopcja w tej samej rodzinie może być bardzo łatwa, a druga – trudna. Mimo tak samo silnej miłości, wiedzy. Dlatego czytelnikom książki polecam zachowanie dużego dystansu do treści, odebranie jej jako studium przypadku tamtej konkretnej rodziny i tamtych konkretnych chłopców.

Chciałabym, żeby takie realne przedstawienie faktów pojawiało się jak najczęściej, żeby mogli je poznawać wszyscy – nie tylko rodzice adopcyjni. Rodzicom, którzy doświadczają tak trudnej adopcji, potrzebne jest wsparcie, zrozumienie, akceptacja. Nie porady, ocenianie, porównywanie do jakiegokolwiek innego przypadku rodzicielstwa adopcyjnego czy jeszcze gorzej – biologicznego. Nikt, kto nie doświadczył totalnej niemocy w przebijaniu się przez specyficznie funkcjonujący mózg dziecka, potem nastolatka, a potem dorosłego dziecka, nie poczuje, jak wielki to ciężar. Dobrze, żeby każdy wiedział, że tak może być, że wtedy bez wahania trzeba szukać pomocy. Nie gdziekolwiek, ale u najlepszych, sprawdzonych specjalistów, doświadczonych w tematach adopcyjnych. Pamiętać trzeba również o zapewnieniu poczucia bezpieczeństwa wszystkim członkom rodziny, szczególnie pozostałym dzieciom. To doskonale pokazuje historia rodziny opisanej w „Roku koguta” i tego, co dzieje się z najmłodszym synem, Matějem.

Najważniejsze, żeby wiedzieć, że może być źle. Mimo to rodzic nie powinien tracić wiary w siebie, bo to dzięki niej może otwarcie poszukiwać rozwiązań. Bez względu na to, jak wygląda na zewnątrz to, co dzieje się między rodzicami a dzieckiem, szczególnie gdy wychowywanie powiązane jest ze zmaganiem się z trudnościami przeżywanymi przez odrzucone dziecko, najważniejsze, żeby ostatecznie w rodzicach adopcyjnych pozostała myśl, jaką dzieli się z czytelnikami Tereza Boučková – „mimo wszystko uważam, że zrobiliśmy to dobrze, najlepiej jak umieliśmy”.

Z dystansu – Aleksandra Kiełczykowska

Trzeba postawić sprawę jasno: sprowadzanie „Roku koguta” do kwestii trudnej adopcji jest uproszczeniem, spłaszczeniem. Bohaterka powieści zmaga się z depresją (nieważne właściwie, czy pierwsza była choroba, czy problemy z adoptowanymi synami – liczy się fakt, że dostajemy w prozie Boučkovej cały pakiet trudności życiowych, dowiadujemy się, jak wygląda życie, z którym trzeba walczyć, mniej lub bardziej skutecznie), mimo to próbuje kontynuować karierę scenarzystki.

„Jak mogę myśleć o filmie i jego realizacji, kiedy w domu ciągle mam coś takiego?”.

Dom przestaje być oazą, miejscem, w którym można spokojnie odetchnąć; wręcz przeciwnie – trzeba mieć oczy dookoła głowy, zamykać drzwi na klucz, przeliczać pieniądze, wymyślać coraz to nowe schowki. Nie można stracić czujności, a jest to znacznie trudniejsze, jeśli do problemów z dziećmi dochodzi jednostka chorobowa.

„Wszystko mamy rozbite, rozchwierutane i rozgrzebane. Tak właśnie żyjemy”.

A z drugiej strony, czy można się wiecznie obwiniać, że nie wychowało się dzieci jak należy, że mimo starań, miłości i czasu coś nie wyszło, coś się nie udało? Błędy, a także trudne decyzje są wpisane w życie nas wszystkich, także w życie rodziców adopcyjnych.

Tereza Boučková, „Rok koguta”

tłum. Olga Czernikow

Wydawnictwo Afera

Wszystkie wykorzystane cytaty pochodzą z książki "Rok koguta".